MakoLife

Grafika, muzyka, dadaizm i IT

Czy w IT jest miejsce na artystyczną duszę? Oczywiście, że jest! A jeśli komuś, kto to czyta, wydaje się to niemożliwe, właśnie zamierzamy udowodnić, że to prawda… więc czytajcie dalej!
Dziś Insights ma przyjemność przedstawić Adama Kołkowskiego, UX designera w MakoLab, a prywatnie pasjonata tworzenia muzyki elektronicznej i DJ-a. W 2016 roku dadaizm sprawił, że stał się on jego na nowo odkrytym znawcą tej sfery sztuki!
Jak więc IT znalazło się w jego świecie? Wszystko zdradzamy w naszej rozmowie z nim!

Dołączyłeś do nas stosunkowo niedawno. Jak odnajdujesz się w MakoLab?

No właśnie… to było we wrześniu tego roku. I szczerze mówiąc, gorąco polecam pracę w MakoLab każdemu! Moi znajomi są zaskoczeni, bo to ja rozpoczynam rozmowę o mojej nowej pracy i wychwalam ją, jak tylko mogę! Zespół jest świetny i naprawdę się dogadujemy. Kolejną rzeczą, która jest fantastyczna, jest to, że MakoLab wciąż nie jest ogromną korporacją, w której jednostka gubi się w tłumie, ale jednocześnie nie jest małym start-upem, w którym czasem potrzeba trzech par rąk, żeby wszystko utrzymać w ruchu.

Czy mógłbyś nam powiedzieć, jak trafiłeś do UX designu? Jak to się zaczęło?

Nie mam wykształcenia w tej dziedzinie. Z różnych powodów życie sprawiło, że ze szkoły przeszedłem prosto do pracy. W tamtym czasie grafika była dla mnie hobby. Ostatecznie trafiłem do agencji reklamowej i przez lata pracy tam zetknąłem się z każdą dziedziną grafiki po kolei; cyfrową, drukowaną, animacją, czym tylko chcesz… Przyszedł moment, w którym zdałem sobie sprawę, że wiem już dużo w tym obszarze i chciałem spróbować czegoś nowego. To było jakieś sześć lat temu, kiedy zacząłem interesować się tym, czym właściwie jest ten UX, o którym wszyscy mówią. Oglądałem konferencje na YouTube, chodziłem na kilka na żywo i stopniowo zacząłem przemycać zdobywaną wiedzę do swojej pracy. Później dostałem pracę w TomTom i zdobyłem pierwsze doświadczenie związane z branżą motoryzacyjną, które teraz bardzo mi się przydaje, gdy pracuję z klientem MakoLab z tego sektora.

We wstępie do naszego newslettera pisałeś o swoim zainteresowaniu muzyką, a w szczególności o tworzeniu jej i kolekcjonowaniu.

Tak. Kolekcjonuję winyle i płyty CD, ale niedawno nakazałem sobie zrobić przerwę, bo to bardzo uzależniające! Doszedłem do wniosku, że to hobby, które pochłania dużo pieniędzy, a same albumy tak naprawdę tylko leżą i nic z tym nie robię. Mimo to staram się kupować płyty z muzyką, którą można faktycznie „wykorzystać”… na przykład, jeśli ktoś przychodzi do mnie w gości, puszczam coś i słuchamy tego razem, bez żadnych zobowiązań. Staram się unikać muzyki, którą można słuchać tylko przez słuchawki, na przykład. W mojej kolekcji jest około czterystu albumów.
Często słyszę pytanie: po co kupować płyty, kiedy wszystko jest dostępne na platformach streamingowych? Obecnie kupowanie płyty jest bardziej sposobem na zrobienie czegoś dla artysty. Ma się poczucie, że go wspiera się. Artyści to widzą i to doceniają… i to właśnie sprawia, że warto.

Jaką muzykę więc tworzysz?

Elektroniczną. Ja i chłopaki mamy swój skład… Ruchy 1. Znamy się od lat, robimy razem imprezy i organizujemy wydarzenia, to jest społeczność, którą otaczam się od zawsze! Teraz sformalizowaliśmy tę działalność. Organizujemy wydarzenia w Łodzi, a czasem udaje nam się je zorganizować gdzie indziej. W tej chwili to jest moje jedyne hobby i traktuję je bardzo poważnie. Mamy swoje własne wydawnictwo, Ruchy 47, i sami się wydajemy! Tak jest łatwiej. Moje podejście do tego jest raczej impulsywne. Tworzę coś, publikuję i zapominam, że zaplanowałem premierę. Bo kiedy publikujesz coś na platformie streamingowej za darmo, musisz zaplanować to wcześniej i ustalić datę premiery w przyszłości. Mój pseudonim artystyczny to Dj Dying. Zainspirował mnie pseudonim innego artysty… DJ Boring. Moją główną inspiracją jest muzyka brytyjska.

We wstępie wspomniałeś też, że obecnie zgłębiasz dadaizm i surrealizm. Malujesz? A może chodzi bardziej o odwiedzanie galerii sztuki? Czy o coś zupełnie innego?

Kiedyś tworzyłem kolaże i instalacje i czasem wciąż udaje mi się do tego zmobilizować. W 2016 roku przeczytałem „Dadaizm” Hansa Richtera w polskim przekładzie Krystyny Janickiej. Hans Richter był aktywnym uczestnikiem tego ruchu, więc jego książka ma element fikcji literackiej i częściowo opowiada o jego życiu. Od tamtej pory mówię, że urodziłem się na nowo w 2016 roku!
Moje obecne doświadczenie to studiowanie obrazów w Google Grafika. Mam książki… albumy… z pracami różnych artystów. Giorgio de Chirico jest dla mnie numerem jeden. Choć trzeba przyznać, że zdecydowanie łatwiej jest po prostu włączyć Google i tak sobie siedzieć i patrzeć. To już samo w sobie jest dadaizm!

To, co mówi Adam, jest niezbitym dowodem na to, że w świecie IT jest miejsce dla każdego. Nie daj się zwieść przekonaniu, że nie znajdziesz tu dla siebie nic, jeśli nie masz „odpowiedniego” wykształcenia czy wiedzy. Przede wszystkim róbmy to, co nas napędza i bądźmy otwarci na to, co nowe i nieznane… a może wtedy nasza ścieżka sama nas znajdzie, tak jak UX design znalazł Adama!

tłumaczenie: Caryl Swift
1 Ruchy oznacza Moves / Movements - red.

Udostępnij
9th December 2022
5 Czas czytania
Udostępnij
Autor(zy)

Kamila Braszak

Specjalista ds. employer brandingu

W tym artykule

Więcej wpisów Insights