
Spędził w MakoLab ponad dekadę, co czyni go jednym z naszych najbardziej doświadczonych ekspertów. Zaczynał, w owych zamierzchłych czasach, od programowania w PHP i Flashu. Obecnie jest tech leadem, a jednocześnie full stack developerem w naszym dziale Financial Software Solutions, pracując nad projektem dla RCI Banque.
Zawodowo samodzielny wojownik, w wolnym czasie zaangażowany crossfitowiec… i nigdy, przenigdy nie pije kawy, jeśli nie wie, skąd pochodzi!
Kogo dziś bierze na celownik Insights? Z przyjemnością przedstawiamy Wojciecha „Wojtka” Marciniaka i rozmowę z nim z okazji Dnia Budowania Masy Mięśniowej.
Jesteś ekspertem MakoLab z ponad dziesięcioletnim stażem! Gratulacje!
Jestem dinozaurem!
No coś ty! Zdecydowanie nie jesteś prehistoryczny!
No dobrze. Więc jestem trzydziestokilkuletnim dinozaurem!
Ale wszystko, co robisz, zaprzecza temu twierdzeniu, prawda?! Zwłaszcza twoja pasja do sportu…
Zawsze byłem dobry w sporcie. Jako dzieciak grałem w piłkę nożną. Byłem wybierany do szkolnych drużyn w wielu dyscyplinach, mimo że nie byłem zbyt wysoki. Byłem też sprinterem. Dlaczego krótkie dystanse? Bo sporty wytrzymałościowe to nie moja bajka… ani filiżanka kawy, jeśli o to chodzi! Znacznie lepiej radzę sobie w sportach siłowych.
Ale czy nie miałeś przerwy od sportu?
Tak, miałem. Kilka lat temu zdałem sobie sprawę, że jestem w takiej formie, że aż wstyd, więc zacząłem ćwiczyć. Marzyłem, żeby być tak wysportowany jak za młodu. Wtedy odkryłem CrossFit. Zacząłem chodzić na zajęcia cztery lata temu i powoli wracałem do formy, a moja waga się poprawiała. Z czasem stawało się to coraz łatwiejsze.

Czy ta historia będzie miała ciąg dalszy?
Od dwóch lat wszyscy mówią mi, żebym nie uprawiał CrossFitu, tylko zmienił sport, przeszedł na trójbój siłowy… ale na dłuższą metę to nudne. CrossFit jest dużo bardziej zróżnicowany.
W efekcie postawiłeś na sporty siłowe… i osiągnąłeś całkiem niezły wynik jak na amatora, prawda?
Martwy ciąg z ćwierć tony! Dokładnie 257,5 kilograma. To pierwszy magiczny próg w podnoszeniu ciężarów. Rekord świata to ponad 500 kilogramów, ale to poza zasięgiem zwykłych śmiertelników. Trzeba się do tego urodzić, mieć genetyczne predyspozycje.
Podobnie jak do kawy, prawda? Twojej drugiej wielkiej pasji!
Tak. Jestem zagorzałym miłośnikiem kawy! Potrafię wydać kilkaset złotych miesięcznie na ziarna. Skończyłem kurs baristyczny i od tego czasu intensywnie eksperymentuję. To znakomita zabawa! Znacznie lepsza niż grzebanie we wnętrznościach samochodów.
Niedawno spróbowałem po raz pierwszy freddo cappuccino. Właściwie jest mnóstwo orzeźwiających napojów kawowych, które mógłbym polecić. Na przykład espresso tonic. Jest kilka sposobów jego przygotowania. Ja wybrałem metodę opartą na dobrej jakości wodzie tonic i cold brew. To kawa parzona na zimno, w niskiej temperaturze. Miele się ziarna, zalewa wodą, a następnie wstawia do lodówki na dwanaście do czternastu godzin. Powstaje wtedy esencja. Aby zrobić espresso tonic, wlewa się tonic na lód, dodaje cold brew, a następnie miesza.
Gdzie kupujesz ziarna kawy?
W palarniach kawy, gdzie ziarna są prażone na miejscu. Samych takich miejsc jest w Łodzi ponad dziesięć. Najlepsza kawa, jaką w życiu piłem, pochodzi z Kenii i smakuje jak czarne porzeczki. Odmian jest naprawdę mnóstwo. Kawy najwyższej klasy są klasyfikowane i numerowane. Prawdziwi entuzjaści są w stanie spojrzeć na numer i powiedzieć, jakie to ziarno i jaki jest profil kawy. Na niektóre ziarna trzeba czekać rok. Czeka się na nowe zbiory z konkretnego miejsca na świecie.
Więc co się dzieje, gdy chcesz zamówić kawę w restauracji czy kawiarni?
Zawsze pytam, skąd pochodzą ziarna! Dla mnie kawa to też bardzo dobry powód, żeby pracować z domu. To, co dostajesz z przemysłowego ekspresu, który produkuje ponad dwieście filiżanek dziennie, to zupełnie co innego niż espresso, które sam robisz sobie w domu do perfekcji!
Mamy nadzieję, że pewnego dnia Wojtek znajdzie czas, by nauczyć nas czegoś… i z całą pewnością nie mówimy tu o martwym ciągu
Z Wojciechem rozmawiała Marta Piotrkowska
Z języka polskiego przetłumaczył Cary Swift
