
Do zespołu MakoLab dołączyła w styczniu 2021 roku. Jako nasza tłumaczka języka angielskiego i konsultantka językowa, dba o spójność, zrozumiałość i bezpośredniość naszych komunikatów.
Insights ma przyjemność przedstawić Caryl Swift! To właśnie dzięki niej możecie czytać nasze wywiady w języku angielskim… ale nie popełnijcie błędu, myśląc, że można ją zdefiniować tak wąsko! Dlaczego? Przekonajcie się, czytając dalej!
Obecnie odpowiedź brzmi: ze Słupska! Mieszkam tu z pewnością już wystarczająco długo, by zapuścić tu solidne korzenie. Ale wracając dalej w przeszłość… urodziłam się w Hampshire, w południowo-wschodniej Anglii, w mieście Farnborough. Nie jest ono zbyt znane, chyba że interesujesz się lotnictwem i obronnością! To właśnie tam odbył się pierwszy napędzany lot w Wielkiej Brytanii, wykonany przez byłego showmana z Dzikiego Zachodu, Samuela Cody’ego. To miejsce, w którym odbywa się Farnborough International Airshow, drugi co do wielkości salon lotniczy po paryskim. Na tym pokazie zadebiutowały najróżniejsze słynne samoloty wojskowe i cywilne… a ponieważ w mieście działał kiedyś duży ośrodek badawczo-rozwojowy branży lotniczej, wiele z nich, jak na przykład Concorde, zostało tam również opracowanych. Farnborough graniczy z miastem Aldershot, znanym jako „Dom Brytyjskiej Armii”…
Dorastając w takim otoczeniu, naturalnie zdecydowałam się związać swoją karierę z teatrem! To zaprowadziło mnie na zachodnie wybrzeże Walii, na Uniwersytet w Aberystwyth nad Cardigan Bay, gdzie studiowałam filologię angielską, studia klasyczne, teatrologię, aktorstwo i reżyserię. I szczerze mówiąc, kiedy skończyłam studia i ruszyłam dalej, część mojego serca została tam… i tak jest do dziś. W pewnym sensie więc również tam mam swoje korzenie.
Trzydzieści dwa lata… więc tak, jestem prawdziwym dinozaurem! W 1989 roku pracowałam w centrum kultury, prowadząc niewielki profesjonalny teatr edukacyjny (theatre-in-education, TiE), teatr społeczny, teatr młodzieżowy i teatr dla dzieci. Częścią mojej pracy było zapraszanie profesjonalistów teatralnych do prowadzenia warsztatów otwartych dla wszystkich. Otrzymaliśmy materiały promocyjne od kultowej placówki, King’s Head Theatre – teatru w pubie w Londynie. Organizowali oni warsztaty prowadzone przez reżysera polskiego teatru alternatywnego i jedną z aktorek. Był to Teatr Blik z Koszalina, a reżyserem był Jupi Podlaszewski. Zaprosiliśmy ich do naszego centrum kultury i warsztat okazał się tak popularny, że kiedy King’s Head poinformował nas, że Jupi wróci z całym zespołem w lutym 1990 roku, przynosząc spektakl dla dzieci, warsztat i spektakl dla dorosłych, natychmiast zarezerwowaliśmy ich występ. Jednym z członków zespołu był reżyser i aktor, Stanisław Miedziewski, ze Słupska, który prowadził warsztat. Jupi opowiedział mi o dwutygodniowym, międzynarodowym warsztacie, który on i Stanisław mieli prowadzić w sierpniu w Koszalinie, i zdecydowałam się jechać wraz z czterema aktorami z naszego zespołu TiE. Warsztat był fantastyczny! W jego trakcie Jupi i Stanisław zwrócili się do mnie i powiedzieli, że tworzą nowy, niewielki, międzynarodowy teatr, i zaprosili mnie do jego założenia. Powiedziałam tak! Wróciłam do Wielkiej Brytanii, uporządkowałam wszystkie sprawy, które trzeba było zorganizować, i wróciłam pod koniec września. Miałam przyjechać na dziewięć miesięcy… …a jednak wciąż tu jestem… i od tamtej pory pracuję ze Stanisławem Miedziewskim…
No cóż, teatr to okropnie niepewny sposób na zarabianie na chleb, więc zawsze kończyłam robiąc coś jeszcze przy okazji. Żeby podać tylko dwa przykłady – jeszcze w Wielkiej Brytanii, obok pracy w centrum kultury, uczyłam teatrologii w lokalnym kolegium i prowadziłam kurs dramy dla przyszłych pielęgniarek… celem było pomóc im zbudować pewność siebie i różne narzędzia do pracy z ludźmi.
W Polsce, równolegle z pracą w teatrze, od początku zajmowałam się językiem – uczyłam angielskiego i pracowałam jako redaktor językowy z naukowcami piszącymi artykuły i inne teksty po angielsku. Kiedy zaczęłam pracę dydaktyczną na poziomie wyższym, jednym z moich zadań była praca ze studentami przy redakcji językowej ich prac dyplomowych. Wszystko to sprawiło, że byłam głęboko zaangażowana w słowo pisane nie tylko jako studentka, ale też od momentu ukończenia studiów. W 1993 roku zwrócił się do mnie alternatywny teatr ze Szczecina, Teatr Kana. Wybierali się na Festiwal w Edynburgu ze znanym spektaklem solowym, Moskwa-Pietuszki, w reżyserii nieżyjącego już, wielkiego Zygmunta Duczyńskiego, który napisał również scenariusz na podstawie utworu Wieniedikta Jerofiejewa. Mieli jakieś tłumaczenie i poprosili mnie o współpracę z aktorem, Jackiem Zawadzkim, przy przygotowaniu roli po angielsku. Jacek mówił dość dobrze po angielsku i, jako aktor, nie był zadowolony ze wszystkiego w tłumaczeniu. Ja też nie byłam, ponieważ było ono prawdziwym polem minowym błędów, więc pracując nad transkreacją roli na angielski, jednocześnie retranslowaliśmy pewne fragmenty tak, by działały dla niego i dla rytmu spektaklu, przy jednoczesnym możliwie bliskim odwzorowaniu oryginału.
Spektakl został przyjęty w Edynburgu bardzo dobrze i zespół został zaproszony rok później, by zaprezentować swój spektakl zespołowy, Nightetcetera, etcetera, etcetera, było prawie samo w sobie osobnym kursem, a fraza „w nowym tłumaczeniu” często stanowi istotny argument marketingowy dla nowej realizacji zagranicznej sztuki.
Przez kilka lat kontynuowałam pracę z różnymi alternatywnymi teatrami i aktorami przy angielskich wersjach spektakli wyjeżdżających za granicę. Następnie, między 2005 a 2007 rokiem, pracując jako aktorka w Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, ściśle współpracowałam z wówczas dyrektorem, Robertem Czechowskim, przy rozwijaniu jego programu międzynarodowego, co wiązało się z dużą ilością tłumaczeń. W tym samym czasie zaczęłam powoli rozwijać skrzydła jako tłumaczka, pracując w dziedzinach poza teatrem, choć oczywiście wciąż bardziej literackich niż naukowych… takich jak historia, turystyka, marketing i tak dalej. Żadnej fizyki jądrowej czy podobnych rzeczy… ani wtedy, ani teraz!

Jednym z kluczowych aspektów tłumaczenia jest fakt, że tłumacz musi być doskonałym pisarzem we własnym języku ojczystym… i, choć może to zabrzmieć nietypowo, jest to jeszcze ważniejsze, gdy tekst źródłowy jest źle napisany. Niestety, zdarza się to zbyt często i naprawdę powoduje problemy. Innym problemem jest sytuacja, gdy autor tekstu nie wykonał swojej „pracy domowej”, co może skutkować wszystkim – od błędnie zapisanych nazw własnych po całkowicie pomylone daty, miejsca i tak dalej! Kiedy nie można ufać tekstowi źródłowemu, znacznie trudniej jest wejść w odpowiedni rytm pracy.
Wyzwaniem bywa też czas. Ktoś spędza dni, tygodnie czy miesiące na tworzeniu swojego tekstu, a potem jest zdziwiony, że tłumacz nie może dostarczyć tłumaczenia „na wczoraj”! Tworzenie tłumaczenia również wymaga czasu! Kolejnym istotnym problemem jest to, że ludzie często stają się niecierpliwi, gdy zostają poproszeni o podanie kontekstu do tłumaczenia. Co mam na myśli? Cóż, jaki to rodzaj tekstu? Jaki jest jego cel… co ma osiągnąć? Kto jest grupą docelową odbiorców? Gdzie zostanie wykorzystany lub opublikowany? Jeśli tłumacz nie ma takich podstawowych informacji, jak może stworzyć tekst, który spełni swoją funkcję w innym języku i innej kulturze językowej? Tłumaczenie to czytanie w jednym języku, a myślenie w drugim, przy jednoczesnym staniu się „głosem”… odnalezieniu sposobu na transkreację głosu autora. W 2016 roku przetłumaczyłam książkę o Krzysztofie Kieślowskim. Zawierała ona słowa jego wieloletniej tłumaczki, Doroty M. Paciarelli, o pracy z nim podczas międzynarodowych warsztatów i, chociaż w tym przypadku mówi ona o tłumaczeniu ustnym, a nie pisemnym, dla mnie doskonale to podsumowuje:
Po wielu latach pracy jako jego tłumaczka wymyśliłam sobie takie określenie. Jak wiadomo, tłumacz przestaje istnieć, jeśli jest dobrym tłumaczem, więc przez dwanaście lat czy tak nie istniałam jako osoba podczas zajęć, po prostu umiejscawiałam się w głowie Krzysztofa i byłam jego przedłużeniem (…)1
Dziękujemy, Caryl, za te fascynujące spostrzeżenia nie tylko dotyczące Twojego życia, ale także pewnego wycinka historii polskiego teatru i historii Wielkiej Brytanii. Z okazji Międzynarodowego Dnia Tłumacza życzymy Ci wyłącznie inspirujących tekstów i krystalicznie jasnych autorów, bez tłumaczeń wymaganych „na wczoraj”. Niech każdemu tekstowi towarzyszy cały kontekst, jakiego mogłabyś sobie zażyczyć!
1 Dorota M. Paciarelli, cytowana w Kieślowski Years Later. Mirrored in Opinions and Recollections, Caryl Swift (tłum.) Stanisław Zawiśliński, Krystyna Zamysłowska (red.), Stowarzyszenie Filmowe KinoArt, Łódź 2016.
Grafika oparta na projekcie Andrzeja Szczepłockiego.
Przetłumaczone z polskiego przez Cary Swift
