
W MakoLab każdy nowy członek zespołu jest witany na kartach naszego wewnętrznego newslettera. Wtedy poznajemy podstawowe fakty, którymi chce się z nami podzielić.
Kiedy w październiku dołączył do nas tester oprogramowania Mieszko Dyba, od razu wiedzieliśmy, że znajdzie się w naszej sekcji MakoLife. Dlaczego? Przeczytajcie i sami się przekonajcie!
Twoje licealne czasy kryją w sobie ciekawą historię, prawda?
Chodziłem do liceum aktorskiego. Chciałem dostać się do Szkoły Filmowej w Łodzi, dlatego się tu przeprowadziłem. Postanowiłem jednak zrobić sobie przerwę po skończeniu liceum i zastanowić się, czy to naprawdę jest to, czego chcę. I, jak się okazało… nie było!
Na co więc ostatecznie się zdecydowałeś?
Poszedłem w ślady rodziny i wybrałem Uniwersytet Medyczny w Łodzi, gdzie studiowałem biotechnologię oraz techniki dentystyczne. Z wykształcenia jestem technikiem dentystycznym i protetykiem. Potrafię na przykład wykonać ektoprotezę twarzy!
Jak zatem z tego wszystkiego zrodził się pomysł, by zostać testerem?
Zawsze wyobrażałem sobie, że będę pracować przy komputerze. Moim planem było projektowanie i frezowanie uzupełnień protetycznych z wykorzystaniem CAD/CAM. Podczas studiów pracowałem jako kamerzysta i montażysta. Zajmowałem się też grafiką. Od dawna korzystam z Linuksa i narzędzi open source. Odkąd pamiętam, wysyłałem programistom informacje o znalezionych przeze mnie błędach. Później przez jakiś czas mieszkałem z koleżanką. Ona jest testerką i to ona namówiła mnie, żebym wysłał CV i zaczął w tym zawodzie.
A skoro mowa o Twoim CV… masz w nim całkiem sporo ciekawych rzeczy!
Racja. Kiedy pracowałem w Narodowym Funduszu, mogłem zrobić kilka kursów. Dzięki temu zdobyłem uprawnienia na wózki widłowe i certyfikat stylistki paznokci, a także zostałem uprawnionym spawaczem elektrodowym, gazowym i metodą TIG.
Masz też naprawdę ciekawy sposób na poznawanie ludzi! Skąd wziął się pomysł, żeby zostać iluzjonistą?
Interesowałem się tym od dziecka. David Copperfield był wtedy naprawdę znany. Szukałem informacji o sztuczkach magicznych, ale to było jeszcze przed erą internetu, więc nie było to takie proste. Około dziesięciu lat temu sławę zdobył Dynamo i wróciłem do tej pasji, odświeżając umiejętności. Wtedy znalezienie potrzebnych informacji było już dużo łatwiejsze. Kupiłem swoją pierwszą talię profesjonalnych kart. Po przeprowadzce do Łodzi chodziłem po mieście, podchodziłem do zupełnie obcych osób siedzących przy stolikach i pytałem, czy mogę poćwiczyć na nich swoje sztuczki. Jeśli im się podobało, stawiali mi piwo! W ten sposób poznałem mnóstwo ludzi. I zawsze mam przy sobie karty.

A Wy, Czytelnicy Insights, co o tym sądzicie? Czy dałoby się przejść obojętnie obok takiego CV?
