MakoLife

O nieustannym podnoszeniu poprzeczki

W Insights nigdy nie owijaliśmy niczego w bawełnę. Przechodząc więc od razu do sedna – nasz gość w tegomiesięcznym podcaście MakoTalks sam zaproponował, że udzieli wywiadu. Dlatego nie możemy przypisać sobie zasługi za zwrócenie uwagi na temat, który sam zaproponował. Przyznaje, że sportem interesuje się od dzieciństwa, ale wciąż zmienia dyscypliny. Z jego słów łatwo wywnioskować, że lubi zmiany, rozwój, który idzie z nimi w parze, i z pewnością – stawianie sobie nowych wyzwań. Kim więc jest nasz gość w październikowym podcaście MakoTalks? Insights z przyjemnością przedstawia front-end developera Adama Pietkiewicza. Czytaj dalej, aby dowiedzieć się, jak podjął decyzję o wystartowaniu w aż dwunastu maratonach!

Jak sam powiedziałeś, sportem interesujesz się od dzieciństwa, jednak bieganiem długodystansowym zacząłeś się zajmować dopiero na początku tego roku. Co Cię do tego popchnęło?

Jeśli mówimy o sporcie, to mając około siedmiu lat zacząłem pływać i robiłem to przez osiem lat. Potem przeniosłem się na siłownię i próbowałem wszystkiego – od koszykówki do squasha. Wszyscy zresztą żartują, że zawsze wymyślam sobie coś nowego. Ostatni rok był dla mnie dość trudny i potrzebowałem jakiegoś wyzwania dla samego siebie. I tak skończyłem na bieganiu. Przeprowadziłem się do Warszawy i zauważyłem, że warszawski półmaraton odbywa się dwa dni po moich dwudziestych szóstych urodzinach. To było wyzwanie, które pojawiło się przede mną, i od razu wiedziałem... że to jest to!

Czy musiałeś przygotować się w jakiś specjalny sposób do tego pierwszego półmaratonu?

Nigdy nie byłem biegaczem, więc nie wiedziałem, jak się za to zabrać. Kiedy pobiegłem po raz pierwszy, 2 stycznia, dwa kilometry wokół osiedla zupełnie mnie zmęczyły. Zawsze myślałem, że każdy, kto biega w maratonie lub półmaratonie, musi codziennie przebiegać te czterdzieści kilometrów, więc ten pierwszy bieg był przerażający. Na stronie półmaratonu były jednak gotowe plany treningowe i okazało się, że wystarczy dwa do trzech kilometrów, zwłaszcza dla początkujących. Plan był rozpisany na dwanaście tygodni. Sprawdziłem kalendarz... i do półmaratonu zostało dokładnie dwanaście tygodni. Rewelacja!
Chciałem zmieścić się w dwie godziny. To oznaczało bieganie kilometra w tempie pięciu minut trzydziestu sekund. I udało mi się! Zrobiłem to w godzinę pięćdziesiąt osiem minut. Osiągnąłem to, trzymając się planu ze strony internetowej, choć myślę, że mogłem przygotować się jeszcze lepiej. Trenowałem około trzech razy w tygodniu. Półmaraton to dwadzieścia jeden kilometrów i dość szybko dochodzi się do momentu, w którym pięć do dziesięciu kilometrów staje się taką przyjemnością, że przełącza się na autopilota, a umysł zaczyna błądzić swobodnie. Stało się to szybciej, niż się spodziewałem, biorąc pod uwagę, że nigdy nie byłem typem biegacza. Większość ludzi mówi, że nienawidzi biegania.

Czy jesteś zadowolony ze swoich pierwszych wyników?

Jak już mówiłem, mogłem zrobić to lepiej. Zawsze można coś poprawić. Ale rozmawiałem z osobami bardziej doświadczonymi ode mnie i powiedziały, że mój czas i wyniki są dobre. Maraton przebiegłem w trzy godziny pięćdziesiąt siedem minut. Chciałem zmieścić się w cztery godziny i udało mi się. Osiągnąłem więc oba swoje cele. W maratonach biegną tysiące osób, więc nie ma sensu rywalizować z innymi. Wystarczy wyznaczyć sobie cel i zrobić to, co się zaplanowało.

Co więc podsunęło ci pomysł startu w kolejnych dwunastu maratonach?

Gdy raz się zarazisz, szybko zaczynasz szukać kolejnego wyzwania! Półmaraton był wyzwaniem, które chciałem podjąć po zeszłym roku. Częściowo odblokował coś w mojej głowie, a potem miałem poczucie, że bieganie maratonów to jest to, co chcę robić i że zaskoczy mnie w taki sposób, w jaki zamierzałem od samego początku. Miesiąc po półmaratonie zapisałem się na maraton warszawski.
Gdy raz osiągniesz jeden cel, który sobie postawiłeś, a potem kolejny, w głowie pojawia się coś w rodzaju pustki. Co teraz? Dwa dni później nogi wciąż mnie bolały, ale myśl o kontynuowaniu już tliła się w mojej głowie. Nie chciałem dalej biegać bez planu. Bieganie zajmuje dużo czasu i potrzebna jest motywacja.
Trzy tygodnie po maratonie miałem już plan A i plan B, wariant niskobudżetowy i wysokobudżetowy. Miałem też pomysł, jak to wszystko mogłoby wyglądać. Założyłem konto na TikToku i na Instagramie, ale publikuję je dopiero dziś, więc wielu moich znajomych nawet jeszcze nie wie, że coś się dzieje. Codziennie przychodzą mi do głowy nowe pomysły, jak promować mój projekt biegania w maratonach, jak zwrócić na niego uwagę. I jestem naprawdę nakręcony.
Jeśli chodzi o kraje, to poważnie będzie zależeć od budżetu. W tej chwili zapisałem się i zapłaciłem za Sewillę 18 lutego oraz Barcelonę 10 marca. Kolejne na liście są Paryż i Wiedeń. W przypadku niektórych miast rozmawiałem już ze znajomymi o noclegach, żeby ogarnąć również logistykę. Maratony zawsze odbywają się w weekendy, co bardzo to ułatwia. Maratony w wariancie wysokobudżetowym odbywają się we wszystkich różnych krajach europejskich. Jeśli budżet nie wystarczy, to w Polsce odbywa się pięć maratonów, więc niektóre z nich zrobię tutaj. Tak czy inaczej, planuję przebiec dwanaście!

Jaki jest twój główny cel?

Egoistycznie, na pewno chcę udowodnić sobie, że potrafię to zrobić, ponieważ to ogromna zmiana w porównaniu z tym, gdzie byłem rok temu. Poza tym jednak zauważyłem, że sam fakt, iż robię coś takiego, motywuje nawet moich najbliższych przyjaciół. Jeśli więc jednocześnie cała ta inicjatywa doprowadzi do tego, że zmotywuję więcej osób poprzez media społecznościowe i to, co chcę robić i co zaplanowałem, to byłoby wspaniałe! I nic nie stoi na przeszkodzie, aby wszystkie dwanaście maratonów było zorganizowanymi zawodami. Może uda mi się coś zorganizować samodzielnie. Niekoniecznie maraton, ale może spotkanie ludzi, którzy chcieliby razem przebiec te czterdzieści dwa kilometry.

Co daje ci bieganie?

Maraton odblokował w mojej głowie coś, czego nawet nie byłem świadomy. A jeśli tak się czułem po jednym, to jak będę się czuł po dwunastu? Ludzie mogą się z tego śmiać, ale w swoim czasie próbowałem medytacji. Po prostu siadałem na dziesięć minut, włączałem stoper, żeby nie martwić się o czas, i starałem się o niczym nie myśleć. To było świetne, bo naprawdę działało. Jeśli o drugiej po południu moja koncentracja słabła, to po dziesięciu minutach medytacji przez kolejne dwie godziny miałem doskonały focus. Bieganie jest podobne, tylko zazwyczaj trwa dłużej i naprawdę pozwala zresetować umysł. Innymi słowy, robimy coś, co rozwija nas fizycznie, a jednocześnie dajemy naszemu umysłowi odpoczynek.

Czy to sport dla każdego?

Myślę, że każdy byłby w stanie przebiec maraton lub półmaraton, nawet z dnia na dzień. Byłby to na pewno bardzo wolny bieg, ale górny limit czasowy na zakończenie to sześć godzin. Jeśli więc przeciętny człowiek jest w stanie wybrać się w góry i przejść tam w ciągu jednego dnia trzydzieści do czterdziestu kilometrów, to byłby też w stanie przebiec, bardzo wolno, czterdzieści dwa kilometry maratonu. Jesteśmy do tego genetycznie predysponowani. Nie każdy jest do tego gotowy mentalnie, to jasne, ale fizjologicznie – z pewnością tak.
Może nie jest to sport dla każdego od samego początku, bo jeśli ktoś spędził ostatnie dwadzieścia lat, siedząc przed komputerem, powinien zacząć od tego, żeby się sobą właściwie zaopiekować i sprawdzić, czy w ogóle byłoby to dla niego dobre. Albo zacząć od chodzenia na spacery. Ale jeśli ktoś jest w stanie zacząć od dwóch czy trzech kilometrów, to bardzo szybko dojdzie do pięciu, a potem do sześciu... i czasem staje się to świetną formą medytacji.

Jak zachęciłbyś osoby bardziej oporne do tego, żeby dały bieganiu szansę?

Byłoby świetnie, gdyby kogoś zainspirowało to, co robię, bo prawda jest taka, że większość ludzi nie lubi biegać. Ja też byłem taką osobą. Gdybyś powiedział mi rok temu, że będę biegać dwanaście maratonów, na pewno bym się z tego głośno wyśmiał. Ale jeśli będziesz systematyczny przez jakiś czas, to szybko dojdziesz do punktu, w którym bieganie dziesięciu kilometrów jest jak medytacja. Naprawdę. Nogi niosą cię same, a myśli unoszą się gdzieś zupełnie indziej.
To też jest powód, dla którego lubię podejmować się nowych rzeczy – bo postępy są szybkie. Czujesz to od jednego treningu do drugiego. Później to zwalnia, jest mniej zauważalne. Ale wtedy zawsze możesz spojrzeć na to, gdzie byłeś wcześniej. Wrócić do czasu, gdy byłeś kompletnie bez tchu po dwóch kilometrach wokół osiedla... a potem, kilka miesięcy później, biegasz maraton. Oczywiście, jak powiedziałem, warto sprawdzić, co będzie dla ciebie najzdrowsze, i na początku zwrócić się o pomoc do trenera. Sam zdałem sobie sprawę, jak wiele błędów popełniłem na początku. Wydaje się to proste, ale można sobie uszkodzić kolana i biodra, jeśli zabiera się do tego w niewłaściwy sposób.
W maratonie warszawskim wystartowało około trzynastu tysięcy osób. W największych maratonach biega jednocześnie po kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Trenujesz sam albo z grupą przyjaciół, więc dopiero na samej imprezie zdajesz sobie sprawę, jak wielu ludzi tam jest. Każdy tam przekracza swoje ograniczenia. Dla mnie naprawdę trudno zrobiło się po trzydziestym kilometrze. Nogi zwyczajnie odmawiały posłuszeństwa.
Każdy ma swoją historię. Ktoś mógł być chory. Ktoś mógł mieć nadwagę całe życie i postawił sobie taki cel. Może ktoś dał komuś obietnicę. A kiedy dobiegasz do linii finiszu, widzisz tam tak wielu ludzi płaczących. Ja miałem łzy w oczach i jednocześnie się uśmiechałem. To najbardziej niezwykły przypływ endorfin.
Ogólnie linia finiszu to fascynujące miejsce i polecam tam być. To miejsce, gdzie tysiące ludzi płaczą ze szczęścia. Coś jak festiwal ludzi trzeźwych i szczęśliwych, pełnych endorfin, bez śladu jakichkolwiek substancji. Wszyscy gratulują wszystkim. To coś, co polecam każdemu spróbować przynajmniej raz w życiu. Jeśli bieganie może nas czegoś nauczyć, to tego, że nagroda za godziny poświęcone celowi jest więcej niż warta zachodu.

Tutaj, w Insights, trzymamy kciuki za sukces inicjatywy Adama. Niech przebiegnie wszystkie dwanaście prestiżowych maratonów w różnych krajach Europy! Mamy nadzieję, że nasz podcast i ten jego zapis przyczynią się do rozpowszechniania idei biegania. Liczymy również na to, że Adamowi uda się przyciągnąć do swojej inicjatywy tłumy ludzi, którzy do niego przyłączą się i wspólnie staną się żywym przykładem tego, co można zrobić i co warto robić.

Przetłumaczone z języka polskiego przez Cary’ego Swifta

Udostępnij
27th October 2023
8 Czas czytania
Udostępnij
Autor(zy)

Kamila Braszak

Specjalista ds. employer brandingu

W tym artykule

Więcej wpisów Insights