
Kiedy zaczął pracę w MakoLab, zgodnie z naszym zwyczajem napisał wprowadzającą notkę o sobie do naszego wewnętrznego newslettera. Jak wiecie, w Insights uwielbiamy zgłębiać różnorodne zainteresowania MakoLabowiczów, więc jego wzmianka o wspinaczce górskiej wzbudziła naszą szczególną uwagę. Kiedy jednak spotkaliśmy się z nim, aby o tym rozmawiać, odkryliśmy, że ma jeszcze inną pasję… i sam twierdzi, że to ona jest dla niego najważniejsza!
Co to takiego? ASG! A ASG to…? Aby dowiedzieć się odpowiedzi na to pytanie oraz jak sprawiło, że junior Java developer Marcin Kowalski trafił do naszych drzwi, czytajcie dalej!
ASG? Nie wspomniałem o tym w mojej notce wprowadzającej do newslettera, bo znam miejsca, w których takie hobby przyjmowane jest z chłodem, ale jestem szczęśliwy, że tutaj mogę o tym mówić swobodnie. ASG to gra zespołowa, która odwzorowuje uzbrojone starcia. Gracze używają replik ASG, czyli imitacji broni pneumatycznej strzelającej plastikowymi, sześciomilimetrowymi kulkami. Co interesujące, to właśnie ASG skłoniło mnie do zostania programistą. Mam wykształcenie z grafiki komputerowej, ale zawsze lubiłem programowanie i ten entuzjazm nabrał nowego życia, kiedy zacząłem tworzyć programy, które ułatwiały życie mi i innym graczom. Zauważyłem, jak wiele przyjemności mi to dawało i zacząłem się szkolić. Zaczęło mi to dawać coraz większą satysfakcję, aż w końcu złożyłem aplikację do MakoLab.

Jeśli mówimy o tym jako o hobby, to bardzo się rozwinęło. Zacząłem grać w małej grupie dziesięciu osób, przyjaciół ze szkoły średniej. Bardzo mi się to spodobało i naprawdę się w to wciągnąłem. Kiedy coś mnie zainteresuje, jestem typem osoby, która łapie bakcyla i angażuje się w to w stu pięćdziesięciu procentach! Airsoft to moje hobby numer jeden i inwestuję w niego niemałe pieniądze. Zazwyczaj to wyjazdy weekendowe. Całkowite oderwanie się od komputera i telefonu. Wcześniej jako grafik, a teraz jako programista, spędzam dużo czasu przed komputerem, więc naprawdę potrzebuję takiego oderwania się od rzeczywistości.
Airsoft to naprawdę duże gry militarne. Ich skala zaskakuje większość ludzi. W grze bierze udział od trzystu do sześciuset osób, tworzących dwa duże bataliony. Tworzy się właściwe struktury dowodzenia i łączności. Osoby dowodzące stacjonują w namiotach. Gramy od dwudziestu czterech do trzydziestu sześciu godzin, bez przerwy. Na etapie przygotowań niektórzy uczestnicy przechodzą prawdziwe szkolenia z żołnierzami. Niewiele różni to od prawdziwego wojska, z tą różnicą, że tutaj ludzie przychodzą, aby się bawić. Nikt nie udaje prawdziwego żołnierza, nie ma ciężkiego sprzętu, a poza pojazdami typu 4x4 używamy replik broni, które nie mają takiego zasięgu jak rzeczywiste egzemplarze.

Najczęściej korzystamy z poligonów wojskowych lub publicznych lasów. Odpowiednie służby są, oczywiście, informowane, a my musimy uzyskać zezwolenia od właściwego regionalnego zarządu leśnictwa. Osobiście byłem na przykład na grze w Chorwacji. To niesamowite doświadczenie. Jadę tam i po przyjeździe mam już na miejscu polskich i chorwackich znajomych! To świetny sposób dla dorosłych na poszerzenie kręgu przyjaciół i znajomych. Kiedyś, aby zawierać znajomości, przesiadywało się na placu zabaw… a teraz to łatwy sposób na poznanie interesujących ludzi.
Airsoft jest interesujący, ponieważ oznacza nieustanne obcowanie z innymi ludźmi w grupie. Nauczyłem się wiele w zakresie komunikacji i organizacji pracy zespołowej. To środowisko, które przyciąga osoby typu alfa, które odniosły sukces prywatnie w różnych dziedzinach i chcą dominować także w społeczności airsoftowej. Często zdarzało mi się formalnie stawać na czele takiej grupy. Dowodzenie tymi ludźmi i godzenie ich interesów to nie łatwe wyzwanie. To naprawdę fascynujące doświadczenie.

Zawsze kochałem być w górach. Jak wspomniałem wcześniej, kiedy coś mnie zainteresuje, angażuję się w to z pełnym zaangażowaniem! Kiedyś zaliczyłem wspinaczkę na ściankę i tak mi się to spodobało, że zrobiłem zimowy kurs dla taternickich alpinistów. Kocham wysokie, wymagające góry, ale bez trudności technicznych. Zdobyłem na przykład cztery tysiące metrów w Alpach. Niemniej jednak więcej trekkinguję niż wspinam się, choć dla bezpieczeństwa zawsze zabieram ze sobą raki i czekany. To także powód, dla którego zrobiłem ten kurs. W górach trzeba wiedzieć, co się robi, aby nie zrobić sobie krzywdy. Jeżdżę mniej więcej co dwa lata. Moim najbliższym planem jest wyjazd do Maroka, aby zdobyć najwyższy szczyt Atlasu.
Naprawdę podziwiamy ludzi z taką pasją płynącą w żyłach… choć możemy też przyznać, że jesteśmy odrobinę zazdrośni o ich determinację i konsekwencję! Jeśli twoje hobby okaże się drogą do MakoLab, możesz być spokojny — będziemy kibicować tobie i twojej fascynującej pasji z całych sił!
Przetłumaczone z polskiego przez Cary Swift
