
Dziś jest front-end developerem w MakoLab. Jednak, jak wielu z nas, ma w zanadrzu własne historie ze studenckich prac. Osoba, o której mowa, to Karol Zawisza… niegdyś „barman w tej dyskotece”, cytując rapera Sokoła z utworu W aucie! Przeczytajcie wywiad Insights z nim, żeby dowiedzieć się, jak do tego doszło, czy ta praca jest tak swobodna i lekka, jak się wydaje, i o której godzinie dzwoni budzik barmana…
Jak to się stało, że zostałeś barmanem?
Moja przygoda z barmańskim fachem zaczęła się przypadkiem, na drugim roku studiów. Polska organizowała wtedy Euro 2012 i mistrzostwa właśnie się zaczynały, kiedy kolega pracujący jako barman zapytał, czy nie jestem zainteresowany dodatkową pracą, bo puby aż pękały w szwach. Potrzebowałem zajęcia, które nie kolidowałoby ze studiami, a alternatywą była restauracja pod znakiem złotych łuków albo słuchawki w call center. Wybór był prosty! Bardzo szybko poczułem, że ta praca mi się podoba, a po „meczu o honor” wiedziałem już, że zostaję na dłużej. Niedługo potem znalazłem pracę w klubie, gdzie mogłem pracować wieczorami, w weekendy i święta.
Co najbardziej lubiłeś w tej pracy?
To była wspaniała, a przy tym bardzo zabawna praca. Poznawanie nowych ludzi i możliwość tworzenia własnych drinków i koktajli z ogromnej bazy dostępnych składników… To niesamowicie wciągające. Miałem przyjemność pracować z takimi samymi studentami jak ja, którzy chcieli zarobić na czynsz, a od czasu do czasu też się dobrze zabawić na akademikowych imprezach.
Bycie barmanem ma więc swoje plusy. A jak wygląda ciemna strona tego zawodu?
Wielu ludzi przyciąga ten zawód ze względu na jego atrakcyjność, atmosferę i tajemniczość. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. To wymagająca praca, która potrzebuje wytrzymałości fizycznej, odporności psychicznej i umiejętności zachowania dystansu. Najciężej znosiłem nieregularne godziny snu. Barmani często wstają o piątej po południu. Zdarzało mi się biegać po północy i wiecie co? Można wtedy spotkać naprawdę wielu innych biegaczy…
Czy pamiętasz jakąś zabawną sytuację?
Było ich wiele! Naprawdę dzieje się tam wszystko. Więcej niż raz widziałem żonę wchodzącą do klubu z pokutującym, zmęczonym kacem mężem, szukającą dokładnego relacji, co jej ukochany robił poprzedniej noc. Albo sytuację, gdy dziewczyna zadzwoniła po policję, bo DJ nie chciał dać jej swojego numeru telefonu!
Jak to się stało, że zostałeś front-end developerem?
Zawsze wiedziałem, że barmańska praca to tylko coś na czas studiów. Studiowałem elektrotechnikę i właśnie na studiach po raz pierwszy zetknąłem się z programowaniem. Krótko po ukończeniu studiów znalazłem pracę jako inżynier automatyki i fascynowało mnie programowanie sterowania linią produkcyjną oraz jej serwisowanie. Potem trafiłem na stanowisko projektanta CAD stacji elektroenergetycznych, ale zawsze chciałem zajmować się programowaniem w pracy i miałem szczęście, że po latach nauki dołączyłem do zespołu front-end MakoLab.

