
Jest autorem naszych animacji i filmów… a my jesteśmy ich absolutnymi fanami! Jego umysł to prawdziwa kopalnia pomysłów, ma niesamowite poczucie humoru i nigdy nie bierze siebie za bardzo na serio. Niedawno zaczął wybierać się na baaaardzo długie wędrówki. A do tego wszystkiego jest dinozaurem MakoLab!
Insights z przyjemnością prezentuje naszego UI designera, Łukasza Jatczaka, znanego jako Jadzia.
Od jak dawna jesteś w MakoLab?
Do MakoLab dołączyłem w maju 2000 roku. I wiesz co? Prawie wszyscy, którzy zaczynali wtedy pracę, są z nami do dziś!
Czy od tamtego czasu wiele się zmieniło?
Zdecydowanie! Widać, jak bardzo się rozwinęliśmy. Mimo to, pomimo tak dużego rozrostu, wciąż mamy poczucie, że jesteśmy małą, rodzinną firmą. Mówię o atmosferze i bezpośrednim kontakcie między pracownikami. Brałem udział w niejednej przeprowadzce do nowych biur. Sześciu przeprowadzkach, żeby być precyzyjnym! Każdy raz nasza siedziba była większa, lokalizacja lepsza, a wnętrza przyjemniejsze. Ach… i liczba ekspresów do kawy znacznie wzrosła. Kiedyś była tylko kawa rozpuszczalna!
Co sprowadziło Cię do MakoLab?
Studiowałem informatykę, choć zawsze chciałem być grafikiem. W tamtym czasie tłumaczyłem to sobie tak: jeśli chodzi o odpowiedni talent, albo się go ma, albo nie… a ja chciałem nauczyć się czegoś nowego. Stąd wybrany kierunek studiów. I tu jest ironia losu. To, czego MakoLab potrzebował w tamtym czasie, to… grafik! I tak trafiłem tutaj. (uśmiecha się) Na początek dostałem zadanie stworzenia prezentacji multimedialnej w technologii Macromedia Flash, po której nie ma już nawet cienia wspomnienia. Prawda jest taka, że musiałem się tego nauczyć w tydzień, ale dałem sobie radę. Właściciel firmy, Mirek Sopek, był bardzo zadowolony z efektów, więc zostałem… na następne dwadzieścia dwa lata…
Skąd wziął się pomysł na bycie grafikiem?
Swój pierwszy komputer dostałem w 1987 roku. To był Atari 65XE. Ale zamiast grać na nim w gry, jak większość moich kolegów, zacząłem programować w Basicu i korzystać z pierwszych programów graficznych. Po Atari przyszła Amiga i fascynujący program Deluxe Paint. Za jego pomocą stworzyłem swoje pierwsze animacje poklatkowe. Kiedy pierwsze animacje 3D studia Pixar trafiały do kin i docierały do Polski na pirackich kasetach VHS… filmy jak Toy Story w 1995 roku… byłem całkowicie zafascynowany potencjałem technologii 3D i marzyłem o pracy przy takich produkcjach w Hollywood. To wtedy nauczyłem się na pamięć całego podręcznika użytkownika Helionu do 3D Studio 4.0 dla DOS-a, jakby moje życie od tego zależało!
Jesteś też fotografem, prawda?
Tak. W 2000 roku, kiedy zaczynałem projektować stronę internetową dla MakoLab, wcale nie było tak łatwo legalnie zdobyć fotografie jak dzisiaj. Zdjęcia stockowe praktycznie nie istniały. Jeśli dobrze pamiętam, pierwszą legalną bazą zdjęć w internecie była corbis.com. Wtedy jednak jedno zdjęcie kosztowało coś w rodzaju pięćdziesięciu dolarów… czyli tyle, co trzy dni pracy młodego grafika! (wybucha śmiechem) To był czas, kiedy pojawiały się pierwsze cyfrowe aparaty o rozdzielczości jednego i dwóch pikseli, więc dodawaliśmy jeden do drugiego i w końcu zaczęliśmy robić własne zdjęcia na potrzeby strony. Fotografia od tamtej pory jest jedną z moich pasji.
Czy to prawda, że jesteś mistrzem obróbki w Photoshopie i zawsze znajdujesz sposób, by wkomponować gdzieś swój pomarańczowy kabriolet?
Absolutnie! (śmieje się ponownie) Współpracuję z marką Renault od lat, co dało mi kontakt z mnóstwem profesjonalnych zdjęć samochodów. Lubię analizować je piksel po pikselu, wychwytywać błędy w retuszu, cienie padające tam, gdzie żadnego cienia być nie powinno, albo śladów po stemplu klonującym… i odkrywać, co zostało dodane w postprodukcji. A co do mojej lekkiej fiksacji na punkcie własnego samochodu… no cóż, tak się zdarza, że udało mi się usunąć Renault i wkleić mój kabriolet… i zrobić to tak, żeby zamiana była niewidoczna!

Insights pozostaje jedynie złożyć Łukaszowi ogromne gratulacje i życzyć mu wielu kolejnych lat z nami! A jeśli ktoś z czytających ma ochotę porozmawiać o starych komputerach, programach graficznych i pierwszych zdjęciach stockowych, to Jadzia jest tym człowiekiem, a MakoLab tym miejscem… i drzwi są zawsze otwarte!
